Wspomnienia na żywo
Marek Stręk, Kruszwica
poniedziałek, 9 lipca 2018
1. Marek Stręk, Kruszwica, urzędnik, pracuje jako sekretarz w Urzędzie Miasta w Kruszwicy.
2. Zawodowo pracowałem w zakładzie rolniczym Kombinat PGR Kobylniki, poza tym pełniłem funkcję radnego w Wojewódzkiej Radzie Narodowej w Bydgoszczy, byłem członkiem „Solidarności” zakładowej.
3. Niewątpliwie były to bardzo ważne i zaskakujące wydarzenia, które zmieniły wiele w naszym kraju. Bardzo mnie to emocjonowało i interesowało. Bardzo przeżywałem, co się wtedy stało panu Rulewskiemu i jego towarzyszom. Nie byłem na tej sesji obecny, nie pamiętam z jakiego powodu.
4. Ocena jest pozytywna, te zmiany powinny nastąpić. Dobrze, że nastąpiły takie zmiany, że Polska poszła w tym kierunku, w którym poszła. Oczywiście po drodze są różne sprawy, z którymi wielu się nie zgadza. Myślę, że to nie jest wina tego, że wtedy akurat się to zaczęło i ludzie z „Solidarności” postanowili zmienić ustrój. Pamiętam tamte czasy, pamiętam te, to jest zupełnie inny kraj. Pamiętam jak się wtedy czułem, jak teraz. Moja ocena jest pozytywna.
Ewa Krasicka-Korczyńska, Bydgoszcz
poniedziałek, 9 lipca 2018
1. Ewa Krasicka-Korczyńska, Bydgoszcz, nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy.
2. Byłam początkującym nauczycielem akademickim na Akademii Rolniczej w Bydgoszczy.
3. Zaskoczył mnie bydgoski marzec, choć wiedziałam co się dzieje. Tego dnia byłam w samym centrum miasta z moją 2,5 miesięczną córką, z maleńkim dzieckiem. Ulotki biegały nam nad głowami, nad wózkiem, sama nie wiedziałam co robić, kogo ratować, kogo wspierać. Wiedziałam, że coś się dzieje, ale wiedziałam, że dzieje się coś dobrego i cieszyłam się bardzo. W 1980 r., gdy skończyłam studia wtedy jeszcze nie wiedziałam, że obalą ustrój, ale wiedziałam, że dzieje się coś dobrego i też poszłam na te strajki. Na uczelni organizowaliśmy również strajki, wspomagaliśmy tych, którzy strajkowali dłużej, a ja jako ta młoda matka byłam troszeczkę wyłączona, nie mogłam tak po prostu wszędzie być, niemniej jednak wspierałam organizacyjnie, kogo mogłam, jak mogłam, żeby tylko pomóc i wytrwać nowy czas.
4. Zaangażowanie nas wszystkich jako społeczeństwa było duże, myślę, że każdy z nas tę małą cegiełkę włożył i zbudowaliśmy właśnie tę Polskę jaką dzisiaj mamy. Cieszę się z tych zmian, tamte czasy nie podobały mi się, a dobrze pamiętam, dlatego dzisiaj jestem dumna i cieszę się ze wszystkich pozytywnych zmian.
Grzegorz Kowalski, Inowrocław
poniedziałek, 9 lipca 2018
1. Grzegorz Kowalski, Inowrocław, bezrobotny, z zawodu inżynier elektryk.
2. Byłem po studiach i pracowałem jako specjalista do spraw remontu i eksploatacji sieci w zakładzie energetycznym w Inowrocławiu, działacz „Solidarności” w zarządzie miejskim – reprezentowałem zakład energetyczny.
3. Oburzenie nasze było takie, że jak pobili naszego działacza to doprowadziliśmy do strajku na terenie Inowrocławia. Jak przyszły informacje do zakładów pracy, to stworzyło się cos na wzór takiego nieformalnego spotkania, wszystko co mogło rzuciło robotę i się pozwalniało w te pędy do związku co dalej zrobić i hasełko jedno: strajk na terenie miasta , powiatu i czekamy, co dalej i obserwacja przed wszystkim była policji, czy się wojsko rusza. Nasi informatorzy zaczęli donosić, że taka a taka sytuacja w policji – oni sami nie wiedzieli co się dzieje. Nie było za wesoło, mogło dojść do rozróby zależnie jak sytuacja będzie się rozwijać.
4. To była praktycznie próba sił. Mimo, że jesteśmy w opozycji, mniejszości i tak się nie damy i to było bardzo istotne. A po latach…(..) do jednego się sprowadza, że sprzedali wszystkich i nie wyprowadzili do końca tego, co mieli zrobić. Bo założenie było takie, że jeżeli związek się umocni, cokolwiek to miało być rządy praktycznie nieparlamentarne, a prezydenckie i system i szybciej przyspieszyć to wszystko.
Tadeusz Antkowiak, Bydgoszcz, emeryt, przewodniczący Stowarzyszenia Osób Internowanych
poniedziałek, 9 lipca 2018
1. Tadeusz Antkowiak, Bydgoszcz, emeryt, przewodniczący Stowarzyszenia Osób Internowanych „Chełminiacy 1982”.
2. Kierownik sekcji w dziale technologa, Zakłady Rowerowe Romet, wiceprzewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarności”.
3. Do tego, że doszło do zajść 19 marca w WRN sytuacja w Bydgoszczy już znacznie wcześniej dojrzewała do sytuacji konfliktowej, mówiło się powszechnie, że wojska było gromadzone wokół Bydgoszczy. Mój brat tam był i widział je w bydgoskich lasach od strony Jachcic. W związku ze strajkiem rolników w dużych zakładach w Bydgoszczy został wprowadzony stan ostrzegawczy. Dyżurujący ludzie nocowali na terenie zakładu, sytuacja była napięta, nikt nie wiedział do czego to dojdzie, czym to się skończy. 19 marca informacja dotarła do mnie telefonicznie. Janka Rulewskiego i Łabentowicza zawieziono do szpitala i poproszono, czy jest możliwe, aby tam kilka osób podjechało zapewnić obstawę. Ja miałem samochód i wsadziłem w samochód 4 osoby – ludzi, którzy byli prekursorami kulturystyki w Bydgoszczy. Porozmawiałem z Janem Rulewskim. Potem wróciłem do zakładu. „Romet” pracował, informacje zostały przekazane całej załodze. Prasa bydgoska w dużej części podzieliła stanowisko „Solidarności”, a nie to partyjne. Nie było dyskusji, że te strajk ostrzegawczy jest niepotrzebny. Żona się bała, mówiła: wycofaj się, po co to? 20 marca, czyli na drugi dzień po tych wydarzeniach, przywiozłem Tokarczuka do Rometu, który był bezpośrednim uczestnikiem wydarzeń. Stał na dachu budynku, wszyscy go widzieli i relacjonował wydarzenia.
4. Na pewno odzyskaliśmy wolność, to jest na pewno plus tego wszystkiego. Wypowiedź prof. Karola Modzelewskiego (w momencie kryzysu bydgoskiego był rzecznikiem prasowym „Solidarności”, po wydarzeniach warszawskich zrezygnował) pokazuje, że tej wolności nie zagospodarowaliśmy, tak jak mogliśmy. Sądzę, że gdyby wykorzystać to co dzisiejszy profesor zawarł w uzasadnieniu po swojej rezygnacji, to więcej ludzi w Polsce byłoby zadowolonych, a mniej biednych.
Jan Kopeć, Inowrocław
poniedziałek, 9 lipca 2018
1. Jan Kopeć, Inowrocław, emerytowany nauczyciel, członek Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy „Flandria”, działacz społeczny, wolontariusz, członek organizacji pozarządowych.
2. W 1981r. byłem nauczycielem w szkole podstawowej w Złotnikach Kujawskich.
3. Pierwszym moim wrażeniem, które mówiło mi, że coś wielkiego się zaczyna to był strajk rolników – walka o „Solidarność” rolników. To był taki pierwszy tłum rolników z całego województwa, który zorganizował się na ul. Dworcowej. Akurat tego dnia byłem w Bydgoszczy. Była tam walka o rejestrację tej "Solidarności" rolniczej.
Zajścia w wojewódzkim urzędzie miasta śledziłem z Inowrocławia, nagrywałem to wszystko na taśmę szpulową, obserwowałem to wszystko. Odebrałem to z przerażeniem, byłem poruszony tą sytuacją. Wszyscy to śledzili, sąsiedzi również. Był jakiś taki strach.
4. Oceniam to w ten sposób, że te wszystkie zdarzenia miały jakiś wpływ, z których można było dojść do wniosku, że może dojść do wojny domowej. Na zmiany patrzę bardzo pozytywnie. Okrągły stół jako przykład rozstrzygnięcia sprawy w sposób pokojowy, nie było bijatyk, zgromadzeń, jak na przykład teraz Majdan. Oczywiście niektórzy mają pretensje do tego okrągłego stołu, że pominięto, że czymś się nie zajęto. Ale taka jest historia. Działo się wiele rzeczy niedobrych, potem internowani ludzie, zamykani na święta, ale ta postawa ludzi, samozaparcie, że ta „krew” nie poszła na marne. Potem po 1989 roku, po kolejnych wyborach politycy zaczęli między sobą coś załatwiać i zapomniano o tych zwykłych, którzy walczyli tam na dole. Ci którzy dostali się do władzy, stali się posłami, senatorami, a miliony szeregowych członków powyjeżdżało i o nich w ogóle zapomniano, o tych zwykłych członkach, którzy stali się bezrobotnymi i zostali bez środków do życia i nikt do nich nie wyciągnął ręki. Ja pracując na wsi widziałem biedę dzieci popegeerowskich i różnych spółdzielni produkcyjnych. To na przykład oceniam źle, trzeba było otoczyć opieką pewne grupy społeczne.
Piotr Demski, Bydgoszcz, rencista.
poniedziałek, 9 lipca 2018
1. Piotr Demski, Bydgoszcz, rencista.
2. Kończyłem naukę w zakładowej szkole zawodowej. Byłem na oddziałach pracy w Telfie. Miałem do czynienia z pracownikami, wiedziałem, co się dzieje, uczyłem się zawodu i pracowałem w Telkom Telfa w Bydgoszczy.
3. Ojciec był bardzo zaangażowany, oczywiście przynosił do domu różne rzeczy i zawsze byliśmy na bieżąco z różnymi informacjami i jako taki zbuntowany człowiek nie dałem się nigdy zapisać do ZSMP. Nie działałem w organizacjach, które jakoś szerzej przeciwstawiały się władzy. Do „Solidarności” złożyliśmy papiery, jak tylko pojawiła się pełnoletność.
20 marca, kiedy szedłem rano do pracy, na portierni wisiały zdjęcia pobitych i było oczywiście olbrzymie oburzenie, na portierni były wystawione dodatkowe posterunki kogoś z „Solidarności” –straże, duże plakaty, było dosyć gorąco, na coś się miało zanosić. Ojciec w tym czasie kopiował coś tam po cichu, specjalnie się nie chwalił, ja to czytałem, wszystko, co związane z „Solidarnością” było bardzo ciekawe.
4. Ojciec gdyby żył to by się bardzo cieszył. Był miłośnikiem miasta, bardzo zżyty z miastem, z „Solidarnością”, z wolnością. Ja miałem problem, mieliśmy rodzinę w Niemczech i mogliśmy wyjechać na pochodzenie 1989r. Większość rodziny wyjechała, mnie też namawiali, ja odpowiedziałem bratu: „tam w Polsce coś może będzie, ja muszę tam być, muszę brać udział”. Nie pomyliłem się, ale czasami się trochę zawodzę, mam żal do wielu rzeczy, że służba zdrowia nie taka, że nie jest tak, jak bym chciał, żeby było. Ale nie żałuję.
Prof. Józefa Hrynkiewicz, Warszawa
poniedziałek, 9 lipca 2018
1. Prof. Józefa Hrynkiewicz, Warszawa, socjolog, profesor nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki, posłanka PiS.
2. Byłam adiunktem na Uniwersytecie Warszawskim, na wydziale w Instytucie Polityki Społecznej i prowadziłam zajęcia ze studentami. W marcu 1981r. byłam członkiem „Solidarności”, prowadziłam taki zespół, który miał się zajmować reformą uniwersytetu w komisji zakładowej, no i wspierałam w miarę moich możliwości komisję krajową, jeśli ktoś potrzebował mojej wiedzy w różnych działaniach merytorycznych.
3. W marcu zapomniałam o studentach, zapominałam o wszystkim, tylko mieliśmy bronić Rulewskiego. Cała rzecz polegała na tym, żeby strajk ze studentami zorganizować bardzo dobrze, żeby nie było żadnych prowokacji, żeby były ochronione wszystkie budynki. Strajk na uczelni wyglądał w ten sposób, że osoby bardziej świadome tego co się dzieje, w jakim kierunku to zmierza, szły do studentów i tam odbywały się dyskusje i rozmowy. Studenci brali udział w demonstracjach , rozrzucali ulotki, przygotowywali różnego rodzaju plakaty, banery. Rodzina moja specjalnie się nie obawiała. Wiedzieli o tym, że mój klucz jest w rękach wielu osób, które działają w opozycji i że jak przyjdę do domu to może się okazać, że wszystkie miejsca do spania są zajęte.
4. Na pierwszym spotkaniu, które odbyło się w sejmie kontraktowym, jak Jacek Kuroń zaczął mówić o prywatyzacji szkolnictwa wyższego, służby zdrowia, to ja po prostu zdębiałam. Usiłowałam coś powiedzieć, ale zostałam zakrzyczana. Dalej jak przyglądałam się w jakim kierunku to idzie, jak niszczono zakłady przemysłowe, to patrzyłam z rozpaczą. Patrząc na różne duże zakłady w Polsce byłam zdumiona, że można ten dorobek tak zniszczyć. Moja ocena jest negatywna.
Prof. Krystyna Pawłowicz, Warszawa, posłanka PiS.
poniedziałek, 9 lipca 20181. Prof. Krystyna Pawłowicz, Warszawa, polska prawniczka, nauczyciel akademicki, posłanka PiS.
2. W marcu 1981r. byłam młodym pracownikiem naukowym na Uniwersytecie Warszawskim na wydziale prawa. Prowadziłam zajęcia z publicznego prawa gospodarczego.
3. Nagrywałam wszystko, co dotyczyło Komisji Krajowej „Solidarności”, każde wystąpienie, każdą prowokację. Pamiętam zajęcia, na które nosiłam ze sobą ciężki magnetofon i puszczałam rozbicia Komisji Krajowej w Bydgoszczy i słychać było głosy Jana Rulewskiego. Buntowałam się i pokazywałam dalej, przekazywałam ludziom i mówiłam, co robi ta władza. Te zajęcia obywały się kilkakrotnie, zwłaszcza po pobiciu w Bydgoszczy, dotyczyły analizy tego, co się w Polsce wyrabia, co wyrabia komuna. Była grupa bardzo wyraźnych kilku osób, które zaciekle i trwale popierały komunę, mimo tego co się działo w 1980/81 roku nie rzuciły legitymacji.
4. Ludzie mieli wtedy mało informacji, żeby móc ocenić, czy to przed czymś uchroniło. Generalnie popierali i uważali tak jak prymas Glemp, wtedy bardzo uspakajająco wypowiadał się, mieliśmy zaufanie. Komisja Krajowa , która wtedy w taki sposób tonujący zadziałała, część ludzi przyjęła, z pewną ulgą, bo ludzie lubią spokój i nawet wówczas popierając uważali, że być może jest to dobre. Pracowałam na Michnika, Kuronia i Modzelewskiego, na tzw. rewizjonistów socjalistycznych. Ocena nie jest pozytywna, dlatego, że na naszym karku zrobili kariery, potem pozwolili wejść różnego rodzaju liberałom i właściwie oni sobie dzisiaj prywatyzują , żyją fantastycznie, natomiast Prawo i Sprawiedliwość musi walczyć o ideały.
Prof. Tadeusz Iwiński,poseł SLD
poniedziałek, 9 lipca 2018
1. Prof. Tadeusz Iwiński, polski polityk, poseł SLD, wykładowca akademicki, poliglota.
2. Wydarzenia w Bydgoszczy śledziłem i niewątpliwie byłem wtedy po innej stronie barykady politycznej. Wtedy zajmowałem się jeszcze nauką, choć byłem członkiem PZPR-u, wróciłem krótko wcześniej ze stypendium ze Stanów Zjednoczonych. Pracowałem w Akademii Nauk Społecznych, która była związana z PZPR i całe życie zajmowałem się kapitalizmem.
3. Byłem człowiekiem, który wraz z innymi: Mariusz Gulczyński, Wojciech Lamentowicz byliśmy krytykowani w ramach PZPR-u. Myśmy się opowiadali za zreformowaniem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Uważałem, że aby to zmienić trzeba być w środku. Wyrażałem przede wszystkim ubolewanie, że do tego dochodzi. Uważam, że zawsze lepiej ze sobą rozmawiać, niż do siebie strzelać. Myśmy byli za tym, żeby w ogóle rozmawiać. Byłem zwykłym członkiem PZPR. Milion członków PZPR należało do „Solidarności”. Byłem w nurcie reformatorskim PZPR.
4. Traktuję to jako jedną z bardzo trudnych lekcji dla obu stron. To było wyzwanie, to była trudna lekcja dla obu stron. Jak patrzy się po latach, być może była jednym z takich nieuchronnych kamieni po drodze, które doprowadziły do tego, co się stało czyli do okrągłego stołu.

